Nagranie z nią udostępniło mnóstwo osób. Teraz matka apeluje: sprawdzajcie dzieciom telefony!

Rodzice sprawiają dzieciom telefon najwcześniej jak się da.

Cieszą się, że dorastająca latorośl, która tak dużo przebywa poza domem, może pozostawać z nimi w kontakcie.

To normalne. Jednak telefon stał się dziś czymś więcej. Zapewnia również możliwość kontaktowania się dzieci między sobą, robienia zdjęć, filmików i rozsyłania ich sobie, a nawet dzielenia się nimi z szerszą publicznością.

Współczesny świat sobie z tym nie do końca radzi. Pokolenie dzisiejszych rodziców nie zna i nie rozumie zagrożeń płynących z tych możliwości. Nie ma skąd czerpać doświadczeń.

Jeszcze kilkanaście lat temu szykanowanie miało wymiar lokalny. Ktoś kogoś wyzwał, ktoś się z tego zaśmiał i na tym koniec. To również było złe i przykre, ale nie wychodziło poza krąg obserwatorów. Dziś skala upokorzenia może być znacznie, znacznie większa…

Nawet ci z rodziców, którzy zdają sobie z tego sprawę nie do końca wiedzą co zrobić, jak zapobiec lub przeciwdziałać.

Szanujemy prawo dziecka do prywatności, tłumaczymy i naiwnie wierzymy, że wartości, które mu wpajaliśmy są silniejsze niż wpływ środowiska, “fun” i chęć bycia “cool”.

Leigh Davey jest matką córki i ten problem dotknął ją z całą siłą.

Przez siedem miesięcy cała rodzina – bo problem dotyka zawsze całej rodziny – zmagała się z prześladowaniem.

Wszystko zaczęło się od “żartu”. Ktoś nagrał filmik jej 12-letniej córki, siedzącej w ławce z lekko rozchylonymi nogami i dodał “uroczy” podpis o zapachu…

Młodzież uznała filmik za niezwykle zabawny i idealnie nadający się do wyśmiewania i ośmieszania dziewczynki.

Przesyłano sobie nawzajem, w grupach, a także udostępniano publicznie. Skala była tak duża, że gdziekolwiek dziewczynka się znalazła, tam każdy widział już ten filmik.

Matka bezradnie uruchamiała wszelkie możliwości.

Interweniowała u rodziców, gdzie spotkała się tylko z naiwnym “to na pewno nie moje dziecko”. W szkole, gdzie usłyszała, że musi pozwolić córce na nauczenie się odporności – tak powiedzieli to – mówi matka dziewczynki. Na policji, która również nie wykazała się skutecznością w ustaleniu kto nagrał film.

W miarę szukania pomocy, szykanowanie i odsuwanie dziewczynki w społeczności nasilało się.

12-latka zaczęła się okaleczać. Mimo, że w tym czasie korzystała z pomocy psychologa, dokładnie zaplanowała swoją śmierć.

Tylko przypadek sprawił, że udaremniono jej plany…

Matka dziewczynki napisała:

“Dzieci myślą, że rozsyłanie takich treści jest w porządku, że nie wiąże się to z żadnymi konsekwencjami i jest bezkarne.
Rzeczywiście one nie poniosły żadnych. Rodzice zawzięcie ich bronili. Szkoła nie wyrzuciła, ani w żaden sposób nie ukarała. Policja nie ustaliła źródła filmiku. Rozsyłanie treści mogło polegać karze (tak nawet 12-latek, może zostać ukarany za rozsyłanie treści pornograficznych) jednak w sprawie naszej córki nie postanowiono takich zarzutów.

Kogo to obchodzi, że przeżyła wiele miesięcy wyśmiewania?

Odbyła się nawet sprawa o zakaz zbliżania 12-latki, która była najbardziej dotkliwą i okrutną prześladowczynią. Nie poniesie żadnej kary.

Nasza córka, nie chciała już żyć w takim świecie. Wszystko zaplanowała. Gdyby nie przypadek, już by jej z nami nie było…

Czy one są tego świadome? Czy będąc zbiorowymi prześladowcami czuliby się winni i odpowiedzialni? Nie sądzę. Przecież, każde z nich z osobna, nie zrobiło wiele złego. Jeden nagrał, drugi wysłał, trzeci wyśmiał i tak poszło dalej… Ta myśl mnie przeraża.

Dlatego proszę Was, dorośli, rodzice. To są dzieci. Wy jesteście za nie odpowiedzialni, za to co robią, kogo krzywdzą i za to jakie to niesie za sobą konsekwencje.

Macie prawo i obowiązek kontrolować ich telefony. To, co piszą, co oglądają. Czy zwracają się do innych z szacunkiem. Powinny Was zaniepokoić przejawy niezdrowego zainteresowania przemocą, płytkim żartem, który ośmiesza czy poniża innego człowieka. Mogą Wam się wydać niewinne, ale nie są. Owszem większość dzieci z tego wyrasta, ale miejcie na uwadze, że inne dziecko może tego nie dożyć…

Zachęcam do podzielenia się tym postem.”

Problem w tym, że dzieci są bieglejsze niż rodzice w posługiwaniu się aplikacjami w telefonach. Znają ich możliwości, ustawienia, kontrolują dostęp do zawartości. Na początku rodzice wiedzą cokolwiek o zawartości telefonu dziecka, po pewnym czasie zupełnie tracą nad tym kontrolę.

Wiecie z jakich aplikacji korzysta Wasze dziecko? W jakich mediach społecznościowych ma konto? Jakie treści przegląda, jakie udostępnia?

Czy rozmawiacie z dziećmi o tym, jak potężną bronią, jest publikacja w sieci kompromitujących treści na czyjś temat?

Czy one są tego świadome?

Podziel się z nami swoją opinią lub własnym doświadczeniem. Czekamy na Twój komentarz.