7-latek umiera w szpitalu. Lekarz znajduje w jego rączce list, który wyjaśnia wszystko…

Był mały, niezdarny i zaniedbany. Idealnie nadawał się na ofiarę. W szkole szybko mianowany na obiekt drwin. W domu, rodzice „wychowywali” go czym popadnie, byle bardziej bolało…

Jakie może być dziecko, które wzrasta bez miłości, w domu pełnym przemocy, gdzie żadne emocjonalne potrzeby nie są zaspokajane? Może zostać wrażliwym, choć mocno poranionym człowiekiem, może wyrosnąć na kogoś bardzo złego. Może jednak nigdy nie dorosnąć.

Ivan był siedmiolatkiem, który dwukrotnie trafił do szpitala z powodu obrażeń poniesionych w rodzinnym domu. W szpital zmarł trzymając w rączce list do swoich rodziców i pamiętnik.

W liście napisał:
„ Kochana mamo i tato. Przepraszam, że jestem mały, brzydki i niezdarny. Chciałem żebyście mnie kochali i mogli być ze mnie dumni ale nie mogliście, bo na to nie zasłużyłem..”

W pamiętniku chłopca znajdowały się strzępy jego smutnego życia:

„ Nazywam się Ivan. Mam 7 lat. Bardzo kocham moich rodziców ale oni mnie nie kochają. Krzyczą na mnie, biją i karzą za wszystko. Niczego nie robię dobrze. Chodzę do szkoły ale nie mam żadnych kolegów. Wszyscy się ze mnie śmieją, że jestem mały, żałosny i mam zniszczone ubrania. Odsuwam się na bok, żeby nie dawać im ciągle nowych powodów do nabijania. Bardzo chciałbym mieć chociaż jednego kolegę. Nie czuję się w szkole dobrze, bo ciągle mi coś nie wychodzi i nie mam kogo poprosić o pomoc.

Do domu nie lubię wracać jeszcze bardziej. Dzisiaj koledzy popchnęli mnie i przewróciłem się prosto w kałużę. Tak strasznie się śmiali ale w domu było jeszcze gorzej. Kiedy mama mnie zobaczyła całego mokrego, wyzwała od idiotów, uderzyła w twarz i zaciągnęła do pokoju. Za karę nie dostałem obiadu.

Chciałbym, żeby mama mnie kiedyś przytuliła, pocałowała i pocieszyła. Ale ona mnie nie lubi, zawsze jej przeszkadzam i ją denerwuję. Nie wiem co mógłbym zrobić żeby mnie pokochała. Bardzo się staram, ale im bardziej się staram, tym mniej mi wychodzi.

Wczoraj dostałem złą ocenę. Bałem się wracać do domu. Wiedziałem, że dostanę lanie. Najpierw zbiła mnie mama, a potem jeszcze, gdy tata wrócił wściekł się również. Uderzył mnie zabawką. Ręka, którą się zasłoniłem, bardzo mnie bolała, nie mogłem nią ruszać. Szpitalu miałem powiedzieć, że się przewróciłem na zabawkę. Kiedy leżałem w szpitalu, rodzice mnie nie odwiedzali. Patrzyłem z zazdrością na inne dzieci, których rodzice byli przy nich cały czas. Pielęgniarki mnie pocieszały, że ktoś zaraz do mnie przyjdzie ale nikt nie przychodził. Dopiero jak wychodziłem do domu przyjechali po mnie. Tęskniłem za nimi. Kocham ich.

W szkole Pani prosiła, żebyśmy narysowali nasze, największe marzenie. Dzieci rysowały różne zabawki jakie chciałyby dostać. Ja narysowałem tylko mamę i tatę z synkiem, którzy się uśmiechają i grają razem w grę. Kiedy przyszła moja kolej dzieciaki parsknęły śmiechem. A ja się popłakałem. Wyjaśniłem Pani, że marzę tylko o rodzinie, w której byłoby miło, a oni śmiali się jeszcze bardziej. Pani mnie chyba zrozumiała, bo po jej policzku popłynęła łza.

Wczoraj znowu oberwałem. Właściwie już nie wiem dlaczego. Tata chyba też nie wiedział, bo powtarzał, że teraz wreszcie zapamiętam. Ale ja nawet nie wiedziałem co, bo tego nie mówił. Bił aż się zmęczył. Odchodząc nazwał mnie kretynem. Chciałbym żeby chociaż mama chciała mnie teraz przytulić…

Znowu narozrabiałem. Wylałem herbatę. Tata uderzył mnie tak, że nie mogę ruszać ręką.

Czasem boli mnie coś w klatce piersiowej. Nie mówię o tym rodzicom, bo by się wściekli, że znowu jakiś kłopot im robię. Ale czasem boli naprawdę mocno. Kiedy byłem w szpitalu, lekarz mówił do moich rodziców, że mają mnie przywieźć na jakieś badania ale chyba zapomnieli. Czasem nie mogę oddychać tak mnie boli. Najbardziej jak się zdenerwuję albo jak na mnie krzyczą. Chciałbym wtedy zniknąć, żeby tylko przestali. Ale i tak ich kocham.”

Ivan zasłabł w szkole, nauczyciele wezwali karetkę, miał wadę serca. Nie zdiagnozowaną i nie leczoną. Zmarł w szpitalu, w jego rączce znaleziono niedokończony list do rodziców i pamiętnik.

Dzieci takie jak Ivan, umierają z zaniedbania, przemocy, w starszym wieku zabijają się same. Te, które przeżyją, każdego dnia zabija smutek i rozpacz. Towarzyszy im poczucie osamotnienia i brak poczucia własnej wartości. Są chodzącym nieszczęściem, które nie wie gdzie mogłoby znaleźć pomoc. Bo jeśli mały człowiek nie może liczyć na najbliższe osoby, to staje się zupełnie bezradny. Trudno uwierzyć ale nawet odrzucone, niekochane i bite dzieci kochają swoich rodziców i nie chcą mówić o swoich problemach w obawie, że mogłyby zostać zabrane od nich. Maluchy stają czasem przed ogromnym dylematem. Zaczynają mówić tylko jeśli mają kogoś, komu ufają albo wtedy gdy czują, że zagrożone jest na przykład młodsze rodzeństwo. Tylko wtedy decydują się przerwać spiralę strachu i przemocy.

Bądźmy uważni. Historia chłopca, która obiegła świat została opublikowana w języku rosyjskim. Nie mamy pewności czy jest prawdziwa. Nie zmienia to faktu, że takich historii są miliony. One rozgrywają się na naszych oczach. Chrońmy dzieci. Nie zmuszajmy ich, by musiały same znajdować sposób, by się obronić.

Udostępnij. Nie pozostań obojętnym.

Źródło i fotografie: pure-t.ru